Leokadia poruszyła się lekko pod kołdrą i chwilę później otworzyła zaspane oczy. Usiadła na łożu, przeciągając się i ziewając szeroko. Podniosła się powoli, a podłoga pod jej stopami cicho zaskrzypiała. Natychmiast usłyszała cichutki dzwoneczek i ciepły głos niani dochodzący zza ściany:
- Panienka już wstała? Czy mogę wejść?
Nie czekając na odpowiedź niania otworzyła drzwi do przestronnej, bogato zdobionej sypialni księżniczki, a za nią jak cienie podążyły dwie służące. Gdy tylko ujrzały Leokadię, natychmiast do niej podbiegły i zajęły się jej długimi, czarnymi włosami, które po nocy były mocno poplątane.
- Już miałam panienkę budzić. Dziś ma panienka długi dzień. Najpierw przymiarka sukni balowej, później zaś spacer z paniczem Aleksandrem i rodzicami, następnie obiad w tymże towarzystwie, uroczystość zaślubin, kolacja z tańcami... - niania wyliczała, przejęta swoją rolą, a księżniczka słuchała jej jednym uchem, bardziej skupiona na własnych myśl... Chwileczkę! "Uroczystość zaślubin"?!
- Jaka uroczystość zaślubin? Czyja? - przerwała niani w pół słowa. Ta spojrzała na nią zdziwiona, ale natychmiast się opanowała.
- Panienki zaślubin, rzecz jasna. Z paniczem Aleksandrem.
Oczy Leokadii powiększyły się do rozmiaru sporych spodków. Jej... zaślubiny?! A kimże jest owy "panicz Aleksander"?!
Niania znowu trajkotała niczym nakręcona pozytywka, toteż księżniczka nie zdołała dowiedzieć się od niej niczego więcej. Sama nie miała okazji o tym pomyśleć, gdyż młode służące popchnęły ją do wyjścia i zaciągnęły nieświadomą i zdezorientowaną Leokadię do kuchni. Tam wsadziły drobną dziewczynę do bali z gorącą wodą i wyszorowały jej skórę z wszelkich zabrudzeń. Następnie wytarły jej smukłe kończyny i tułów ogrzewanymi na słońcu szmatkami i ubrały w piękną, długą, granatowo-srebrną suknię. Czarne włosy zaplotły w wymyślny warkocz, a blade policzki i czoło przypudrowały ogromną ilością beżowego puchu. Tak wykreowana księżniczka zjawiła się w sali jadalnej, gdzie przy długim stole zasiadali już jej rodzice i trzej bracia, a obok nich uwijali się służący. Na ciche skrzypnięcie drzwi wszyscy obecni w pomieszczeniu zamilkli i odwrócili głowy w jej stronę. Służba ukłoniła się z szacunkiem i nie podniosła wzroku, dopóki księżniczka nie skinęła delikatnie głową na znak powitania. Leokadia zasiadła na swoim stałym miejscu przy stole, a przed nią natychmiast pojawiły się liczne półmisy z różnego rodzaju potrawami, poczynając od rozmaitego mięsiwa, poprzez mnogie owoce i tworzące kolorowy wachlarz warzywa, kończąc na różnorodnych konfiturach, nektarach i domowych wypiekach. Na sam widok tak wielu wyśmienitych potraw Leokadii pociekła ślinka. Natychmiast zabrała się do jedzenia, a pozostali członkowie królewskiej rodziny patrzyli na nią z politowaniem. Niby już dojrzała kobieta, a nadal zachowuje się jak dziecko. Ale cóż poradzić, nigdy nie była typowym dziewczęciem.
- Leokadio, musimy Cię o czymś poinformować - po niedługiej chwili odezwał się pan domu, kierując swoje słowa do córki, zajętej w tamtej chwili obgryzaniem nóżki kurczaka pieczonego nad ogniem. Tak niezdrowo się odżywia, a nadal zachowuje idealną figurę!
- Słucham, ojcze - odezwała się zainteresowana, na chwilę przerywając poprzednią czynność i rzucając ojcu krótkie spojrzenie.
- Dziś wieczór na naszym dworze odbędzie się uroczystość zaślubin. Twoich i panicza Aleksandra, syna hrabi Edmunda. - król wysłał córce srogie spojrzenia spod przymkniętych oczu i kontynuował - Jaka jest twoja opinia na ten temat?
Leokadia spojrzała po braciach - każdy z nich patrzył na nią wyzywająco, z wyraźnym zniecierpliwieniem. Rodzice zaś patrzyli na nią ze spokojem i łagodnym uśmiechem. "Maska codzienności."
- Przykro mi to mówić, ale nie zgodzę się na to - mówiła księżniczka pewnym głosem - Nie wyjdę za panicza Aleksego. Sama wybiorę sobie męża.
Chłopcy równocześnie wybuchnęli śmiechem. Leokadia w niemym pytaniu uniosła brew i spojrzała na nich, zdezorientowana.
- Już nie masz na to wpływu! Twoje zdanie nic nie zmieni! - bracia zanosili się donośnym śmiechem, a rodzice patrzyli na nią spojrzeniem niewyrażającym emocji.
- Kolacja rozpocznie się o godzinie osiemnastej, przed zachodem słońca. Ubierz się odświętnie. - zakończył rozmowę król i zaklaskał w dłonie. Przy stole w jednym momencie pojawili się służący, którzy poczęli zbierać ze stoły w różnym stopniu opróżnione naczynia. Wszyscy domownicy, za wyjątkiem Leokadii, podnieśli się od stołu i wyszli z pokoju jadalnego, zostawiając dziewczynę samą z własnymi myślami. Ona już postanowiła.
"Nie będę za mnie decydować. Nie zezwolę na to."
_________________________________
* Leokadia nie była jedynaczką, miała dwoje starszych i jednego młodszego brata, ale nigdy nie miała siostry, czego żałowała.
Jakie pierwsze wrażenie? Blog zupełnie inny od tych, które dotychczas pisałam, dlatego nie mam żadnego doświadczenia. Co sądzicie? Liczę na szczere opinie. ;)
Na samym wstępie mam jedno pytanie - czy kolejne rozdziały również pisać jako narrator trzecioosobowy, czy jako pierwsza osoba? Bo jakoś nie jestem przekonana...
Do zobaczenia w pierwszym rozdziale. ;)
Pozdrawiam. xx ;**
Prolog świetny, świetny, świetny, świeeetny! ♥
OdpowiedzUsuńJa osobiście wolę narrację pierwszoosobową, ale w różnych perspektywach... ;)
Pozdrawiam i ściskam mocno! ♥
O jeeeeej C: pierwszy raz natknęłam się na bloga, pisanego tak 'pięknym'? tak 'pięknym' to dobre określenie. pierwszy raz natknęłam się na bloga, pisanego tak pięknym językiem C: Myślę, że to początek naprawdę dobrej historii. Zastanawiam się jaki będzie dalszy przebieg wydarzeń i czekam na niego z niecierpliwością. daj znać jak dodasz coś nowego xx warto byłoby też przedstawić bohaterów np. w osobnej zakładce, bo łatwiej się wtedy zorientować :3 pozdrawiam ciepło i życzę weny C:
OdpowiedzUsuńZapraszam na siódmy rozdział na blogu Last Years Event. Bardzo mi zależy żebyś wyraziła swoją ocenę na jego temat, bo każda ocena jest dla mnie ważna.
www.lastyearwithlou.blogspot.com